No cóż. Na swojej “oficjalnej” stronie poświęconej sprawom zawodowym wrzuciłem kiedyś post, że nigdy, przenigdy nie będę się wdawał w dyskusje internetowe i walkę z “Globalnym Śmietnikiem”, jakim jest Internet. Zazwyczaj im większa głupota, tym większy zyska poklask – wielu ludzi uważa, że prawda leży zawsze po środku, co stawia pod znakiem zapytania sens polemizowania z najróżniejszymi bzdurnymi twierdzeniami.
Co by się stało, gdyby aktywny dyskutant (lub akwizytor) na portalu służącym celom medycznym wylał strumień tekstu na przykład o Biorezonansie, witaminie B17 czy świecowaniu uszu? Podejmując dyskusję w oczach wielu czytelników uwiarygodniłbym adwersarza, przecież nie każdy ma czas, ochotę i przygotowanie merytoryczne na sprawdzanie niuansów i lekturę prasy fachowej.
Jednak to nie całkiem tak. Lektura wielu blogów naukowych potrafi natchnąć nadzieją, że nie wszystko stracone, wcale nie trzeba kapitulować przed pseudonauką i naciągaczami. Znów zagrała żyłka polemisty i prześmiewcy. Nie chcąc dewastować portalu poświęconego sprawom zawodowym – założyłem ten. Chcę go poświecić “prostowaniu” najróżniejszych rozpowszechnionych w Internecie, nie zawsze przemyślanych opinii, głównie na tematy medyczne i biologiczne. Zjawisko to nie wzięło się z znikąd – jest podbudowane agresywną reklamą, masową konsumpcją i wyrzucaniem pieniędzy na może nieszkodliwe, ale zupełnie niepotrzebne specyfiki “wzmacniające”, “regenerujące” i “odtruwające”. Często ma związek z trudnością oceny stanu zdrowia i problemami ze znalezieniem pomocy. Kolejna sprawa to mający wysoką pozycję w światku reklamowym najzwyczajniejsi naciągacze.
Zetknąłem się z pytaniami – ale po co ci to? Jak ktoś chce konsumować kolejną witaminę, niech to sobie robi! No cóż – niektórzy ludzie już tak mają, że nie potrafią przejść obojętnie i zawsze rzucą komentarz, jak widać z wyszczególnionego obok spisu blogów nie jest to rzadkie zjawisko. Chciałbym się wzorować na podanych tu poprzednikach, w każdym razie będę próbować. Ponieważ blog ma ambicje bycia naukowym – osoby mniej zainteresowane przepraszam za liczne wtręty dotyczące literatury źródłowej, wyników badań czy wnioskowania statystycznego.
W podawanych jako wzór do naśladownictwa blogach naukowych, szczególnie w komentarzach dyskutantów, znajduje się również wiele opinii światopoglądowych i politycznych. Deklarując się w tej sprawie – osobiście jestem za a zwłaszcza przeciw. Mam nadzieję, że to nie zakłóci przyjemności blogowania.
Za reklamy Google, które poniżej czasami się pokazują autor nie ponosi żadnej odpowiedzialności, tu deklaracja bez fałszywego krygowania się – jestem przeciw!


#1 by ztrewq on Wrzesień 13, 2010 - 12:50 pm
No, to nietrudno Cię znaleźć
#2 by byte on Wrzesień 13, 2010 - 4:20 pm
Polski odpowiednik “Science-Based Medicine”? Leci do Google Readera.
#3 by telemach on Wrzesień 5, 2011 - 12:31 pm
lenisz się. szkoda
#4 by globalnysmietnik on Wrzesień 21, 2011 - 7:54 pm
A gdzie tam, pracuję jak najęty. W Pewnym Urzędzie wymyślono, iż kontraktowanie na nastepny rok odbedzie się na podstawie dokonań w miesiącach lipcu, sierpniu i wrześniu. Nie trzeba chyba wyjaśniać, dlaczego jest to wyjątkową, chamską złośliwością i jak muszę harowac po urlopie.
Po czymś takim zostaje juz tylko głoswanie na PiS, czy kogokolwiek innego, byle tylko przegonił tych przypałów z Pewnego Urzedu.